PZW Człuchów  |  KONTAKT  |  LINKI 

WspółpracaBig Carp Portalpelzercrazycarpsklep karpiowy
Członkowie CKK

karpik Prezesa
Karol Dziemiańczyk
Grzegorz
Grzegorz Berezowski
Patrol SSR
Winicjusz Białek
Łukasz
Łukasz Szeremeta
Bartek
Bartek Szmoleń
Darek
Darek Kęsik
Tomek
Tomek Kowcun
Karol
Karol Winiarski
Maciej
Maciej Wdowczyk
Piotrek
Piotrek Bartecki
Kaziu
Kazimierz Januszewski


Pierwsza zasiadka 2010

Dodano: 27 kwiecień 2010
Wspomnienia to wspaniała sprawa.
Wydawałoby się, że tak niedawno kończyliśmy sezon karpiowy na łowisku Bobolice a naprawdę minęło 6 długich, mroźnych, zimowych niekończących się miesięcy oraz ogromnego wyczekiwania na kolejną zasiadkę i rozpoczęcia sezonu karpiowego w 2010 roku już jako członkowie Człuchowskiego Klubu Karpiowego. Wszyscy mieliśmy już dość Zimy a wiosenne prognozy pogody nie były zbyt optymistyczne. Termin wyjazdu na łowisko w Bobolicach ustalony został na 22-24.04.2010r. Zmienna pogoda dawała wiele do myślenia jednak wielka chęć spotkania się z wiosennym karpiem nie mogła zmienić zaplanowanego wyjazdu i wydawać by się mogło, że już nic nas nie zaskoczy. Sprzęt został spakowany dzień przed wyjazdem.

1

W końcu nadeszła upragniona długo wyczekiwana przez nas data 22 kwietnia 2010 roku.
Wyjeżdżamy z Darkiem z Człuchowa o godz. 5.00 a na trasie dogania nas Karol. Kilkanaście minut drogi i temperatura spada do -1ºC i pada obfity śnieg z deszczem.

2

Rodziło się pytanie czy aby na pewno dobrze robimy??? Ale bez chwili namysłu pojechaliśmy dalej. Na miejsce dojeżdżamy krótko po 6.00. Zajęliśmy miejscówkę na „ wiklinie” i zasiadkę rozpoczęliśmy z marszu nęcąc w trzech różnych miejscach punktowo pod zestawy konopiami, drobnym pelletem i pokruszonymi kulkami.

3

4

Swoją obecnością zaszczyca nas „szef” Pan Antoni. Miłe przywitanie i kilka wspomnień oraz opowieści o przewlekłej zimie. W oczekiwaniu na pierwsze branie porządkujemy miejscówkę i obozowisko rozpakowując przy tym nasze bagaże. Czekamy na pierwsze bipppp w tym sezonie i około godziny10 mamy..... kilkunastominutowy opad gradu. Nie ma co, pogoda nas nie rozpieszcza i jest naprawdę extra.... Z temperaturą rzędu 5-6 ºC i dość silnym wiatrem to szału niestety nie ma. Jednak kolejne położone zestawy o dziwo bardzo blisko brzegu przynoszą oczekiwane efekty. Krótko po godzinie 11 rozlega się dźwięk sygnalizatora. Ach jakie to miłe i przyjemne dla ucha;-) Pierwsze branie i holuję ładnego karpia o wadze 7,5 kg a krótko po zarzuceniu zestawu holuję drugiego ładnego karpia 9,5 kg.

5

6

W międzyczasie pogoda znacznie się poprawia i Darek również wyciąga kilka karpi o wadze od 3 do 8 kg.

7

Karol cierpliwie czeka na swoją szansę. Bardzo zmienna pogoda, wiatr który kręcił we wszystkie strony sprawiały, że brania były bardzo chimeryczne. Ryby nie pokazywały się przez kilka ładnych godzin. Nagle w ciągu jednej godziny mamy kilkanaście ładnych brań, gdzie na macie ląduje kilka karpi o masie 5-6 kg. Należy zaznaczyć, że pomimo tak długiej i ciężkiej zimy tutejsze karpie są silne, w świetnej formie i bardzo dobrej kondycji.
Około 16.00 dojeżdżają do nas znajomi z Człuchowa „Niewin” i „Horacy”. Swój „namiot” stawiają pod grzybkiem. Szybko witamy i gościmy ich na wiklinie.

8

Po drugiej stronie na „torfowej górce” inni koledzy rozbijają obozowisko, stawiają markery, nęcą i czekają. U nas sporo brań ale ciągniemy same „bączki”. Dochodzi 18.00. Grill się już dobrze rozpalił, w oczekiwaniu na kolejne brania czas rozpocząć wspomnienia oraz degustację. Około godziny 19 Darek rozpoczyna swój koncert. W krótkim czasie zacina kilka ładnych karpi na metodę z których spora ilość naprawdę dużych sztuk ucieka bezpośrednio w trzcinowisko z którego nie da się ich wyholować.

9

10

Mi również spada przepiękna ryba, która nie dała się wyholować wchodząc w zaczepy. Karol czeka, czeka i czeka....... tak to już jest, to samo miejsce, ten sam czas, przynęta i jeden z nas jest sprite a reszta pragnienie. Skądś to znamy.... Dobrze spisywały się kulki „serowe” i „enzymowana wątroba” Devila, także zaznaczyć należy, że kulki TB „kiełbasa & curry” wraz z „ośmiornicą” również znakomicie wabiły „miśki”. Można było odnieść wrażenie, że wbrew pozorom ryby nie ma wcale na płytkiej, ogrzanej wodzie, a wręcz przeciwnie. Duże sztuki nadal krążą po głębinie i z lekką obawą spoglądając na to wszystko. Fantastyczne spotkanie, długie rozmowy w świetnej atmosferze bo sporo się zmieniło od ostatniej naszej wizyty na łowisku u Pana Antoniego muszą pozostawić niezapomniane wrażenia. Zwłaszcza ta „ gitarrrra i kaloryfer” na długo pozostaną w naszej pamięci. Nadeszła zimna noc. Termometr w nocy wskazał na – 2.9 ºC. Czego tak naprawdę nie dało się odczuć. U nas w nocy nic specjalnego się nie działo.
Piątek przywitał nas wspaniałym słonecznym porankiem. Przywitaliśmy się z gospodarzami, śniadanko i przerzucamy nasze zestawy. „ Gitarrrra i kaloryfer” jakby zasmakowali lokalnego klimatu i do południa jakoś są nieosiągalni. Donęcamy łowisko drobnym pelletem i garścią pokruszonych kulek. Efekt jest natychmiastowy.
Lądują na macie dwa karpie o masie 7 i 8 kg.

11

Karol wciąż czeka. Robi co prawda przedbiegi kilkoma mniejszymi w przedziale 2 - 4kg, jednak twierdzi jeszcze nie ten czas, jeszcze nie „moja” pora. Ładnie się wypogodziło, wiatr spychał wodę w naszą stronę co mogło zaowocować większą ilością brań a karpie jakby nie dostrzegały naszych wszak polubownych zamiarów. Woda zamarła na kilka godzin. Od godziny 11-tej do 16.30 nasze sygnalizatory zamilkły. Po południu na łowisko przyjeżdżają następni łowiący oraz koledzy z CKK Winek i Bartek. Zasiadają na ich ulubionym „ lesie”.Nęcą łowisko niedużą ilością zanęty i po kilkunastu minutach holują ładną rybę około 10 kg. Później jeszcze kilka sztuk w przedziale 5-8 kg i wchodzą im w łowisko podobnie jak nam nasi ulubieńcy „bączki”.Nigdzie indziej, niż tam czas tak szybko nie pędzi.
W między czasie wymieniamy relacje z Przemkiem, który w tym czasie z Teamem CDB przebywa na zasiadce na łowisku Desna w Czechach. Dzięki dużej ilości brań mogłem w pełnym, tego słowa znaczeniu przetestować dwa nowo nabyte kije firmy Anaconda zakupione dzięki uprzejmości kolegi Przemka Bździucha. Powiem krótko, finezyjna praca tego modelu sprawia wędkarzowi tyle przyjemności z holu, że aż ciężko to opisać. Te kije trzeba wziąć do ręki... zaciąć i wyholować rybę. W międzyczasie próbujemy różnych innych smaków kulek, udaje się złapać kilka karpi na własnoręcznie zrobione kulki, co daje niebywałą satysfakcję. W tym momencie wielkość karpi nie odgrywa znaczącej roli. Ciężko jest nam się wstrzelić w jakiś jeden konkretny smak, duża loteria i sporo przypadków w drugim w dniu. Jak już się wydaje, że trafiliśmy ze smakiem to za chwile okazuje się, że jest ładny odjazd na coś zupełnie innego, a czas leci.....Zbliża się wieczór, nie zapowiada on jakiś specjalnych wędkarskich emocji. W perspektywie wyholowania coś około 30 sztuk około godziny 23.00 postanawiamy zwinąć zestawy, tym bardziej że znowu skubią małe bąki i zanosi się na deszcz. W nocy słychać kilka ładnych odjazdów po drugiej stronie. Jest szansa na „dwucyfrówkę”.
Poranek przywitał nas deszczem, który zmoczył dość obficie miejscówkę ale tuż po godzinie 8 pojawiło się słońce. Rano zastaliśmy jeszcze kilku innych uczestników wędkarskich przygód i Pana „ Mietka” którego serdecznie pozdrawiamy. Zaczyna się dobrze. Darek ląduje na macie jakieś 7 może 8 kg. Ja też coś z tej ligi.

12

13

Jednak za nic nie możemy złamać tej pierwszej magicznej bariery 10 kg. Karol nie wytrzymał i postanowił zmienić całkowicie taktykę łowienia. Przygotowuje zestaw „bałwanka” z dwóch 18 mm kulek i rzuca zestawy bardzo daleko i głęboko. No cóż , tonący był więc.... jakież mieliśmy miny jak po upływie około 15 minut zacina przepiękną rybę, z którą tak naprawdę nie wiele może zrobić. Mówi teraz do nas: nadeszła moja pora i mój czas. Przepiękny karp prowadzi Karola gdzie chce i jakież było nasze zdziwienie jak po około 10 minutach fantastycznej walki ukazał swoje oblicze oraz waleczność tuż przy brzegu. Wspólnymi siłami karp trafia na matę. Kilka pamiątkowych zdjęć i na wagę,która pokazuje 13,5 kg.

14

Mi i Darkowi ręce opadły. Trzy dni czekamy na taką rybę, a Karol rzuca na chybił trafił i trafia „rybę wyjazdu”. Oczywiście gratulację bo sukces niebywały.
Wydawałoby się, że nic więcej nie może nas zaskoczyć. Kilka minut później „Broda” znowu ma ładny odjazd, zacina i staje w miejscu. Wszystkich obecnych na miejscu zatkało. Krótka wymiana spojrzeń, konsternacja, po kiju i braku reakcji z jego strony wydaje się że holowana ryba jest jeszcze większa niż poprzednia. Pytamy na co ???..... a Karol, że na ....kulki!!!.
Wyholowany karp waży 11 kg.

15

Karol podziękował za wspólna przygodę. Ten dzień należał do niego. Karpie zaczęły ładnie „kąsać”. Jednak czas chyba nigdzie indziej nie pędzi tak szybko jak tutaj.
Nim się obejrzeliśmy minęły trzy dni fantastycznej przygody, o trzy dni za krótko. W sumie złowiliśmy około 40 szt karpi, które w doskonałej kondycji wróciły z powrotem do wody. Nie wiem dlaczego udało się złowić tylko dwie pokaźniejsze sztuki. Był mały niedosyt czemu żaden większy karp nie chciał połakomić się na nasze kulki, co robiliśmy źle, czyżby duże, starsze karpie były jeszcze tak ostrożne, czy też nie miały ochoty po prostu skusić się na nasze zestawy. Może małe bąki na to nie zezwalały, szybkie, energiczne w świetnej kondycji, zapewniające niezwykłe emocje jak na swoją wagę ryby. Daje nam to do myślenia przed zaplanowaną już kolejną zasiadką na Łowisku w Bobolicach. Może uda nam się „oszukać” te duże sztuki.
Mam nadzieję, że wszyscy, którzy uczestniczyli w tej krótkiej przygodzie, niczego nie żałują. Jak to się mówi co złego to nie my. Jesteśmy na tym łowisku nie pierwszy raz i jeszcze wiele razy mamy zamiar tutaj zawitać.
Tym razem wspólnie z Darkiem Kęsikiem i Karolem Winiarskim , Winicjuszem Białkiem i Bartkiem Smoleniem miałem zaszczyt godnie reprezentować Człuchowski Klub Karpiowy przy kole PZW w Człuchowie.
Po raz kolejny fantastyczne pstrągi z grilla przygotowała nam „ szefowa”. Mega podziękowania za coś tak wspaniałego. Kto nie smakował, niech żałuje.

16

Mamy nadzieję, że w niedługim czasie uda nam się zorganizować świetne wędkowanie już na wodzie Człuchowskiego Klubu Karpiowego. Pozdrawiamy „Szefa”, i małżonkę, Wiolę, całe CDB, Słupskie Bractwo Karpiowe oraz innych karpiarzy.

Z karpiowym pozdrowieniem
Człuchowski Klub Karpiowy

17

 

autor: Tomek Kowcun

Zapraszamy na strony: www.lowisko-bobolice.pl



Copyright © 2009-2011 CKK Człuchów. Designed by Maciej Wdowczyk
Strona zoptymalizowana dla rozdzielczości od 1024x768 pikseli. Zalecane przeglądarki: IE 7.0 lub wyższa, FF 3.0 lub wyższa.
Analiza oglądalniści: odwiedzin